Orajtkitchen

czwartek, 31 lipca 2014

warzywne banany czyli smażony platan from República del Ecuador

Dziś krótko i na temat .
Znudzona bułami na ruszt wrzuciłam brata banana czyli platana, prosto z Ekwadoru.


Niezbędniki:


  • dojrzały platan (czyli taki mocno dojrzały, z plamkami, a raczej plamami)
  • 1/2 łyżeczki curry
  • 1/3 łyżeczki proszku z mango
  • szczypta (dosłownie szczypta!) chilli
  • olej do smażenia



Platana obrać i pokroić w krążki. Przyprawy wymieszać razem. Każdy krążek posypać lub obtoczyć w mieszance przypraw. Olej rozgrzać na patelni (ilość oleju na patelni musi sięgać mniej więcej do połowy krążka). Smażyć na złoto z jednej i drugiej strony.

Można również najpierw lekko podsmażyć krążek, następnie obsypać przyprawami i wrzucić do gorącego oleju na ponowne bardzo krótkie podsmażanie.
Są naprawdę pyszne!




                           

poniedziałek, 28 lipca 2014

dynia w tercecie orientu

Szukałam swojego przepisu na dyniową, a ponieważ odkrywam ostatnio moce przypraw postanowiłam potańczyć z nimi nieco robiąc krem z dyni. 
Krem z dyni, ale nie solo. To moja dynia w tercecie orientu.
Przyprawy to taki pyłek, pyłek ze skrzydełek magicznej wróżki, która unosząc się w kuchni, nad garami, trzepocze nimi, a ten spadając prosto do potrawy odczynia czary.
Dynia w tercecie jest wyjątkowa. Najpierw kusi słodyczą, a zaraz potem, za zakrętem okazuję się rwać potokiem ostrym i  przyjemnie drażniącym przełyk.
Cudownie rozgrzewa, a zarazem chłodzi.
Zero nudy.
Nie trzymajcie się kurczowo przepisu, każdy ma swoją wielkość szczypty.
Bo z  przyprawami to jest tak, że tu potrzeba odwagi.

  • 1 kg dyni (najlepiej ulubionej)
  • 1 średnia cukinia żółta
  • 1 średni por
  • 1 średnia cebula cukrowa
  • oliwa z orzechów włoskich
  • oliwa z oliwek
  • woda 
  • 5 plasterków papryczki jalapeno
  • świeżo zmielony pieprz
  • 1 i 1/2 łyżeczki curry
  • 1 łyżeczka słodkiej papryka
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • sól do smaku (dodawać na końcu)
  • 1 łyżka miodu (użyłam miodu tymiankowego
  • prażone płatki migdałowe do posypania
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Z dyni wykroić pestki i włożyć do rozgrzanego piekarnika skorupą do dołu na 25 minut.
W międzyczasie obrać cukinię ze skóry, pokroić na nieduże kawałki, pokroić cebulę w okręgi podobnie pora.
Dynię wystudzić i obrać ze skóry, następnie pokroić na nieduże kawałki
W sporym garnku rozgrzać spora ilość oliwy z orzechów oraz oliwę z oliwek.
Wrzucić cebulę, zeszklić, dorzucić papryczkę jalapeno oraz pora, chwile podusić, następnie dorzucić pokrojoną cukinię. Podusić ok 5 minut, dodać pokrojona dynię oraz wszystkie przyprawy poza miodem i solą. Podusić kolejne 5 minut. 
Warzywa zalać taką ilością wody, aby zostały całkowicie przykryte.
Gotować pod przykryciem ok 20 minut.
Krem przestudzić i zmiksować, dodać łyżkę miodu.
Dosolić do smaku.
Podawać gorącą z prażonymi płatkami migdałowymi *

* prażone płatki migdałowe - rozgrzać patelnię, wysypać płatki migdałowe, prażyć często mieszając do momentu uzyskania jasnobrązowego koloru płatków oraz wyczuwając magiczny zapach prażonych orzechów

















wtorek, 22 lipca 2014

Jagodowy koktajl na mleku kokosowym


Z tymi jagodami to jest tak, że pojawiają się i znikają nie wiadomo kiedy.
Pożądane równie mocno jak truskawki i maliny. Podobno dobre na sokole oko.
Bezapelacyjnie najlepsze  prosto z krzaczka zacienionego i pachnącego lasu.
Pamiętam jak lata świetlne temu wszystkie nazbierane jagody rozgniotłam w dłoniach i wysmarowałam sobie powstałą papka całą twarz. Być może miał to być kamuflaż, być może akt dobroczynny dla skóry, tego już nikt się nie dowie. Myślę sobie jednak, że w przyszłości to trzeba powtórzyć, a każdy powód będzie dobry.

Koktajl jagodowy


  • puszka mleka kokosowego
  • dwa dojrzałe banany (czyli ani nie zielone, ani nie z plamkami)
  • 30 dag świeżych jagód
  • 4 łyżeczki cukru


Do miski wlewamy mleko kokosowe, dodajemy umyte i przebrane jagody, dodajemy obrane ze skórki banany, wsypujemy cukier i  dokładnie miksujemy.
Koktajl podajemy schłodzony.







wtorek, 15 lipca 2014

zamknięte w cieście - pierogi

Wielką miłość odczuwam do pierogów.
Na słodko, na słono, prosto z wody, odgrzewane, przypieczone, z piekarnika, polane masełkiem, śmietanką, oprószone dziugasem, wszystkie wciągam i dwa razy zapraszać mnie nie trzeba.
Jednakże moja prawdziwa, osobista przygoda z lepieniem pierogów rozpoczęła się tego lata.
Wymyśliłam sobie, zupełnie błędnie, że samo ciasto to jakaś bardzo skomplikowana sprawa, nie mówiąc już o całej reszcie. Obalam ten powstały w mojej głowie bezwstydny mit, pierogi to czysta słodycz w jedzeniu i tworzeniu.

Na razie korzystam z jednego przepisu na ciasto, oczywiście takiego z dziada pradziada.

450 g mąki
1 szklanka gorącej wody
1 jajko
1 łyżka oliwy

Do miski lub na stolnicę przesiać mąkę. Do gorącej wody wlać łyżkę oliwy. Powoli, partiami dolewać wodę z oliwą do ciasta zagarniając przy tym widelcem mąkę, tak aby tworzyły się pozlepiane kulki ciasta. Na stolnicy powstała masa szybciej wystygnie, w przypadku zagniatania ciasta w misce należy poczekać chwilę dłużej z wbiciem jajka. Po wbiciu jajka całość szybciutko zagnieść w elastyczną kulę, podsypać mąką, przykryć wilgotną ściereczką i odstawić na 30 minut.

Jak lepić?

Wbrew pozorom lepienie pierogów wcale nie jest nudne.
Z lepienia pierogów można zrobić ciekawą formę medytacji i przy okazji trenować cierpliwość.
Nie korzystam z żadnych wycinaczek i nie wycinam ciasta z dużego koła.
Ucinam kawałek ciasta z kuli (które dalej przechowuję w wilgotnej ściereczce tak, aby nie obsychało) roluję w tzw. węża i odcinam niewielkie kawałki które z jednej i drugiej strony obtaczam w niewielkiej ilości mąki). kawałki ciasta rozpłaszczam dłonią, a następnie rozwałkowuję na owalne placuszki, w które wcisnę farsz.
W tym przypadku farszem stały się cudownie letnie jagody. Do tej ilości ciasta potrzeba ok 400 g umytych i osuszonych jagód.
Do jednego placuszka wkładam 1 łyżeczkę jagód, jeśli placuszek jest większy dodaję oczywiście więcej, podsypuję 1 płaską łyżeczką drobnego cukru.
Bardzo istotne jest mocne zlepianie brzegów tak aby farsz nam nie wypłynął w trakcie gotowania. Można brzegi dla pewności pozlepiać widelcem.
Ulepione pierogi układać na ściereczce i przykryć ściereczką.
Gotować w osolonej wodzie z jedną łyżką oliwy/oleju. Ja gotuje jednorazowo ok 8 pierogów.
Gotujemy po wypłynięciu jeszcze przez ok 1 minutę.
Są pyszne na ciepło ze śmietanką lub na zimno zupełnie bez dodatków.



Dziewczyny i chłopaki lepcie pierogi!















piątek, 11 lipca 2014

Naleśniki idealne

Jest kilka takich, nazwijmy to "dań", które nie wymagają zbyt dużej ilości składników, czyli specjalnych niezaplanowanych wyjść do sklepu, a które są w stanie rozpętać totalną sielankę, w zasadzie bez względu na porę dnia czy też nocy. Chociaż z doświadczenie wiem ,że te poranne i te nocne napady łakomstwa na naleśniki są najprzyjemniejsze.
Mam swój rekord w jedzeniu naleśników i nieskromnie przyznam, że to będzie coś ok 30 sztuk, takich raczej należytych rozmiarów. Oczywiście brak możliwości jakiegokolwiek ruchu towarzyszył mi po tym incydencie do dnia następnego. Na pewno są lepsi ode mnie w tych zawodach i chwała im za to.

Naleśniki to naprawdę prosta sprawa. Raz, dwa, trzy i już są. Napchane twarogiem, owocami, kremem czekoladowym. Bo ze mną tak jakoś jest, że naleśniki to raczej idą w parze z czymś słodkim, kremowym albo soczyście owocowym. Kolejny naleśnikowy bonus, elegancko zwiniętymi można się zajadać w zatłoczonym metrze, w parku, na łące, u sąsiada  i nie wymagają talerzy, co procentuje, bo nie trzeba zmywać, a kto lubi zmywać ( who knows?).

No i spadła kosa na kamień, zupełnie przypadkowo wpadłam na przepis na blogu Moje Wypieki, który odmienił moje naleśniki do tego stopnia, że wymazałam wszystkie stare przepisy z pamięci (to żart). Przepis ten oryginalnie pochodzi z książki o jajkach Michela Rouxa. Autorka podaje, że wychodzi 16 naleśników, co u mnie się nigdy nie sprawdza, ale to może wynika z tego ,że ja robię raczej grubsze aniżeli cieńsze.
Można smażyć bez tłuszczu, można na oleju, ja odkryłam coś co nie powoduje, że te naleśniki są dietetyczne MASŁO! Można smażyć na maśle, dodając przy nalewaniu kolejnej porcji ciasta odrobinkę na patelnię, należy tylko uważać aby patelnia nie była rozgrzana do czerwoności, bo masło się popali.

To co, czas na przepis (w nawiasach moje osobiste didaskalia)

125 g mąki pszennej ( ja daję więcej ok 200 g, ale i tak nie wychodzi mi 16 sztuk)
15 g cukru
szczypta soli
2 jajka
325 ml mleka (przy większej ilości maki należy dodać więcej mleka)
100 ml śmietanki kremówki (to jest ten sekret )
kilka kropel esencji waniliowej

Połączyć w misce suche składniki czyli mąkę, sól i cukier, używać do tego najlepiej trzepaczki.
Następnie wbić jajka, dodać ok 100 ml mleka i dalej mieszać. 
Wlać resztę mleka oraz śmietankę.
Dodać esencję.
Ciasto wg. przepisu odstawić na godzinę, co mi się nigdy nie udaje i po 20 minutach pełna zapału już stoję i wywracam ciastem na lewo i prawo.

Róbcie naleśniki w dzień i w nocy !
I niech moc placka będzie z wami !












poniedziałek, 7 lipca 2014

drożdżowy placek z owocami i kruszonką

Zapewne w każdym domu jest jakiś przepis na ciasto drożdżowe.
Ja postanowiłam podzielić się swoim, który systemem pokoleniowym trafił do mnie od mojej mamy.

Teraz robię drożdżowe dwa razy w tygodniu. Oczywiście ciasto jest tylko podstawą, gdyż finalnie powstają placki z owocami i kruszonką, jagodzianki, buły z serem, cynamonem. Ale na takie klasyczne drożdżowe z dużymi rodzynkami też jest szansa się załapać.

Ten czas praktyki z ciastem drożdżowym pokazał mi, że tylko ręczne wyrabianie ciasta służy mu najbardziej, dlatego co tu dużo mówić, zamiast tyrać godzinami na siłowni  na górne części ciała polecam "dopowietrzanie" drożdżowego, co bardzo ładnie rzeźbi biceps...

ciasto:

1/2 kg mąki
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki cukru
100 g masła (niesolonego)
40 g świeżych drożdży
1 jajko
3 żółtka
opcjonalnie cukier waniliowy lub kilka kropel ekstraktu waniliowego

owoce:

dowolnie: truskawki, maliny, morele lub np. wiśnie ok 1/2 kg.

kruszonka:

50 g masła
75 g mąki
1 łyżka mąki ziemniaczanej
50 g cukru

do dzieła: ciasto!

  • w rondelku podgrzać mleko z łyżeczką cukru, kiedy mleko będzie ciepłe, ale nie  gorące, broń boże zagotowane i z kożuchami, odstawić  i dodać drożdże. Wymieszać, a następnie  przykryć rondel ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 10 minut.
  • w rondelku numer 2, najlepiej takim z grubym dnem, rozpuścić masło ( ja najczęściej masło klaruję, czyli po rozpuszczeniu usuwam białą pianę) i odstawić, aby miało szansę wystygnąć.
  • w dużej misce ubić na kogel-mogel jajka, żółtka oraz cukier
  •  Do ubitych jajek dodać wyrośnięte drożdże oraz masło. Wszytko połączyć i dodać przesianą mąkę (dla leniwych wersja bez przesiewania:). Ciasto wyrabiać najlepiej ręcznie napowietrzając ciasto, ja stosuję metodę 3 dobrych długich piosenek na czas wyrabiania ciasta ;) Wyrobione ciasto przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (nawet do 3 godzin), ciasto musi podwoić swoją objętość.

do dzieła: kruszonka!

  • do miski przesiać (lub też bez przesiewania) mąki dodać masło i cukier, rozcierać palcami aż powstaną sypkie okruszki ciasta. Wstawić do lodówki.

Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Ciasto przełożyć do formy wysmarowanej masłem (formę można również wyłożyć papierem do pieczenia). Na wierzchu  w dowolny sposób ułożyć owoce (wiśnie wydrylowane, morele pokrojone, truskawki i maliny można ułożyć w całości) przykryć ponownie ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na ok 30 minut. Ciasto posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać obficie kruszonką. Wstawić do rozgrzanego piekarnika. Piec przez  ok. 40 minut na złoty kolor.
Po 20 minutach sprawdzić czy wierzch nie zrumienił się zbyt mocno, jeśli tak w celu uniknięcia przypalenia wierzchniej części ciasta, ciasto przykryć folią aluminiową. 

Ciasto wystudzić, ewentualnie podsypać dodatkowo cukrem pudrem, jeść w ilościach ekstremalnych!

















piątek, 4 lipca 2014

laboratorium

Pierwszy post ! TERAZ!



Prawda jest taka, że kuchnia to istne laboratorium. Laboratorium  pełne nieoczekiwanych wybuchów, przypaleń, najróżniejszych reakcji.

To także pole bitwy z piekarnikiem, ze spadającymi talerzami, wiecznie brudną podłogą i plączącym się pod nogami kosmosem ( kosmosa przedstawię w najmniej oczekiwanym momencie !).
Ale kuchnia to także laboratorium smaków, łaskoczących podniebienie, od których zawsze wyrywa się magicznie - yummy!

Nie wiem skąd się to wzięło i chociaż wyglądam czasami w kuchni jak słoń w składzie porcelany, obijając się od lodówki po  piekarnik to lubię czasami coś wrzucić na domowy ruszt.

Żadna tam perfekcja pieczenia . Codzienna walka o przetrwanie !

Podobno to już końcówka truskawek. Poszłam więc za głosem rozpusty  i przytargałam trochę tego zacnego owocu do domu. Do siaty dorzuciłam maliny i  kefir, śmietana jakimś cudem była w domu, a cukier zawsze jest pod ręką, podobnie jak masło ( never too much butter !!!) , którego w tym wypadku radzę nie dodawać. Trochę miksowania i wyszło cacko, które cały boży dzień będę popijać !

W tym przepisie nie ma ograniczeń, wrzucać co jest pod ręką w ilościach różnych:).
Oby było słodko i owocowo !
Być może zdjęcia ułatwią  samodzielne wykonanie