Orajtkitchen

piątek, 4 lipca 2014

laboratorium

Pierwszy post ! TERAZ!



Prawda jest taka, że kuchnia to istne laboratorium. Laboratorium  pełne nieoczekiwanych wybuchów, przypaleń, najróżniejszych reakcji.

To także pole bitwy z piekarnikiem, ze spadającymi talerzami, wiecznie brudną podłogą i plączącym się pod nogami kosmosem ( kosmosa przedstawię w najmniej oczekiwanym momencie !).
Ale kuchnia to także laboratorium smaków, łaskoczących podniebienie, od których zawsze wyrywa się magicznie - yummy!

Nie wiem skąd się to wzięło i chociaż wyglądam czasami w kuchni jak słoń w składzie porcelany, obijając się od lodówki po  piekarnik to lubię czasami coś wrzucić na domowy ruszt.

Żadna tam perfekcja pieczenia . Codzienna walka o przetrwanie !

Podobno to już końcówka truskawek. Poszłam więc za głosem rozpusty  i przytargałam trochę tego zacnego owocu do domu. Do siaty dorzuciłam maliny i  kefir, śmietana jakimś cudem była w domu, a cukier zawsze jest pod ręką, podobnie jak masło ( never too much butter !!!) , którego w tym wypadku radzę nie dodawać. Trochę miksowania i wyszło cacko, które cały boży dzień będę popijać !

W tym przepisie nie ma ograniczeń, wrzucać co jest pod ręką w ilościach różnych:).
Oby było słodko i owocowo !
Być może zdjęcia ułatwią  samodzielne wykonanie






2 komentarze: